Sport jest jedną z rzeczy, która pozwala dostarczyć widzowi cudownych emocji. Ulubiony sportowiec czy zespół osiągający wspaniały wynik na ekranie telewizora, a wszystko opisywane w żywym i pełnym emocji komentarzu sprawozdawcy – dla mnie to jedna z najlepszych rzeczy, jakie istnieją
Uwielbiam chłonąć takie momenty całym sobą.
Jeśli Ty też, dzisiaj mam dla Ciebie pewne ćwiczenie z tego zakresu. Zapraszam
Najpierw chciałbym pokazać Ci, jakiego typu chwile miałem na myśli wyżej. Obejrzyj filmiki z Justyną Kowalczyk i Adamem Małyszem z tekstu „Jak osiągać cele cz. 6”, a dowiesz się
Bardzo lubię skoki narciarskie i byłem dużym fanem Adama jako skoczka. Momenty, gdy zdobywał dwukrotne mistrzostwo świata w Predazzo w 2003 r. są jednymi z tych, które najmocniej zostały mi w pamięci z całej jego kariery. Dzięki randze tego wyczynu (niewielu skoczków w historii go dokonało), ale i świetnemu jak dla mnie komentarzowi Włodzimierza Szaranowicza.
Z kolei biegami narciarskimi zacząłem interesować się nieco bardziej, gdy Justyna zdobyła złoty medal na 30 km w Vancouver w 2010. Oglądałem ten bieg na Dwójce i do dzisiaj jestem pod wielkim wrażeniem zwłaszcza końcówki i w jej wykonaniu, ale także Marka Jóźwika. Uważam, że wręcz genialnie ją opisał
Pamiętam zwłaszcza „Zrobiła to!! Zrobiła!!”.
Oglądając tego typu transmisje czuję się naprawdę dumny z tego, że jestem Polakiem, że to sportowcy właśnie z mojego kraju są najlepsi. Przeżywam też te same emocje co oni i komentatorzy – czasem tak wielkie, że w oku aż kręci się łezka szczęścia i wzruszenia. Podobno facetom nie wypada płakać – no ale cóż, chyba nawet ich emocje potrafią czasem złamać
Właśnie takie przeżycia są bezcenne i sprawiają, że takie chwile na długo zapadają w pamięć. Chwila, chwila – ale jaki to ma związek z tematem dzisiejszego tekstu? Właśnie teraz przechodzimy do wspomnianego ćwiczenia.
Zanim opiszę, na czym ono polega, jest jeszcze jedna ważna rzecz: w tym ćwiczeniu chodzi o świetną zabawę, zupełne puszczenie wodzy wyobraźni. Zapomnij w nim o rzeczach poprawnych politycznie, głupich, nieskładnych merytorycznie czy innych, które mogłyby popsuć Ci frajdę.
Polega ono na ugruntowaniu się w osiągnięciu jakiegoś Twojego celu „w sportowym stylu”, ale nie musi on wcale dotyczyć sportu. Wybierz sobie jakiekolwiek marzenie, które chciałbyś spełnić i pomyśl, jak dokładnie ma to wyglądać.
Trzeba jeszcze komentatora, który to opisze. To też będziesz Ty. Jeśli chcesz, nadaj sobie głos jednego ze sprawozdawców, których lubisz słuchać.
Sportowiec i komentator to ta sama osoba (Ty), więc obaj znają się świetnie. Przyjmijmy też, że drugi przeprowadzał z pierwszym wiele szczegółowych wywiadów.
Teraz weźmy przykładową osobę, Agnieszkę, która chce zdać egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem. Sprawozdawca skupi się zatem na oddaniu jego ostatnich chwil.
Oto jego przykładowa relacja:
Witam Państwa serdecznie przed telewizorami! Jesteśmy właśnie z Agnieszką, która zdaje dziś egzamin na prawo jazdy. Jak dotąd idzie jej świetnie, nie popełniła żadnego błędu. Stanęła na każdym czerwonym świetle, puściła każdego pieszego, który był już na przejściu.
Ale to nie wzięło się znikąd. Rozmawiałem z nią wiele razy i wielokrotnie podkreślała zwłaszcza to, że jej celem jest zdać za pierwszym razem. Tylko na to się nastawia i nawet nie dopuszcza do siebie myśli o porażce. Jest dla niej tylko jeden możliwy wynik – pozytywny – i pracuje tylko na jego rzecz. Czeka też z wielką radością na moment, gdy stanie się to rzeczywistością.
Cóż za niesamowita wiara w siebie i własne możliwości. Sądzę, że tak wielkiego stopnia tych cech nie spotyka się często wśród ludzi, ale niewątpliwie wyróżnia on najlepszych. Zresztą proszę tylko spojrzeć na Agnieszkę – cała spokojna i skupiona, jakby chciała powiedzieć „sukcesie, jadę po ciebie”.
Proszę Państwa, to już ostatnie kilkaset metrów trasy egzaminu. Ostatnia prosta, dwa zakręty w prawo, plac egzaminacyjny i już będzie wszystko jasne. Na nim dziś zaczynała, na nim też skończy. Pytanie tylko, w jakim stylu, ale ja sądzę, że tylko w dobrym dobrze. Dojeżdża do pierwszego z zakrętów. Skręca, wszystko płynnie i spokojnie. Kawałek kolejnej prostej i ostatni zakręt w prawo, a dalej już tylko plac! Już skręciła i jest na placu. Co będzie teraz?! Parkuje obok innych samochodów egzaminacyjnych. Cały czas pełne opanowanie. Gasi światła i silnik. Teraz tylko decyzja egzaminatora, która wg mnie może być tylko jedna. Ale jaka będzie naprawdę? Jaka będzie? To już ostatnie chwile, ostatnie sekundy i wszystko będzie jasne. Jest decyzja…
Zdała!! Zdała, nie mogło być inaczej. Tak właśnie osiąga się cele! Wzorowo, można by powiedzieć. Założyła sobie, że zda za 1. razem, nie może być inaczej, i zrobiła to z taką łatwością! Coś wspaniałego! Proszę tylko spojrzeć na ten szczery uśmiech na jej twarzy, twarzy egzaminatora i ten serdeczny uścisk dłoni w geście gratulacji. Uwielbiam komentować takie chwile, ale jestem pewien, że uwielbiają je też osoby grające w nich główne role.
Po stworzeniu komentarza ze spełnienia Twojego marzenia polecam Ci każdego dnia przywoływać go w pasującej Ci formie. Wizualizuj go, czytaj w myślach doświadczając tych wszystkich wspaniałych emocji „na sportowo” lub rób z nim jeszcze coś innego.
Dalej działaj skutecznie na rzecz realizacji Twojej wizji zawsze, gdy czujesz inspirację. Jeśli masz potrzebę oczyszczać się z ho’oponopono z blokujących Cię ograniczeń – rób to. Jeśli zadzwonić do kumpla – zadzwoń itd.
Rób każdą taką czynność, bo zbliża Cię ona do tego, żeby relacja, którą stworzyłeś przybrała namacalną formę. A tego chcesz na pewno
Subskrybuj Sekret
Życia w Obfitości.
Podziel się Sekretem z ludźmi, na których
Ci zależy, przesyłając im link do tej strony.




Świetnie opisane.
Pomimo tego, że nie siedzę za bardzo w sporcie, sam czasem stosuję technikę komentarzu.
Fajnie to działa ( no przynajmniej na poją wyobraźnie ) bo widzę lepiej,niż bym miał wymyślać same nieme obrazy
Pokój od Ja
I wszelkie pozdrowienia ode mnie
Adrian
Zawsze lubiłem czytać książki o słynnych ludziach. Uważam że zmieniły one moje życie.
Ostatnio wpadła mi w ręce ksiżaka napisana przez Richarda Bransona pod tytułem “Screw it lets do it”. Historia opowiadający w jaki sposób zrobił pieniądze napełniła mnie nadzieją.
Podziwiam takich ludzi, są oni moim autorytetem.
Oglądałem kiedyś program o Bransonie. Naprawdę ciekawa osobowość
Dorobił się fortuny, ale też, co wg mnie szczególnie ważne, życie sprawia mu frajdę. Nie boi się podejmować wielkich wyzwań. Też go podziwiam i sądzę, że warto naśladować go w tych sferach.
Witam
Bardzo fajna ta technika.
Pozdrawiam;)
Witam, cieszę się i również pozdrawiam
Dobra metoda na mobilizacje…Czasami tez mam wizje ze kolazanki gratuluja mi temu ,ze w koncu dosieglam to o co tak dlugo i uporczywie staram sie…
Jezeli chodzi o sport ,to tez lubie zimowe sporty ,a w szegole lyzwy figurowe…Mam ulubiona pare,teraz juz nie jezdza,koniec karjery .http://youtu.be/ib4FToUVQ6I .Na tym linku sa…Tak wiec kobieta Jelena Bierieznaja lyzwiarka w srodku lat 90-ch miala powazna trawme,a mianowicie jej pierwszy partner lyzwa trafil jej w glowe…Dlugo lezala w szpitalu,ponownie uczyla sie chodzic ,a nawet rozmawiac jak niemowle.Jej drugi partner zaproponowal jej razem jezdzic,i poobiecal ze bedzie zlota medal…Nagranie na tym linku to wlasnie wystemp po tym jak zlota olimpijska medal otrzymala ta para…
To jest wlasnie przyklad temu ze wiara czyni cuda…Jezeli ktos obok dodatkowo wspiera i mowi ze tak Ty to potrafisz i zrobisz to pomnaza sie ta wiara.
Miedzy innymi jestem na tym blogu poniewaz tutaj czytam artykuly pozytywnie nastawionych ludzi.
Dziekuje Krzysztofie za swietny artykul.
Aniu, na wstępie dziękuję Ci za miły komentarz

Pracował na to i zrobił to 
Ta końcówka po prostu mnie rozbraja
Ja nie śledzę łyżwiarstwa figurowego, ale ten filmik robi wrażenie. Tak samo jak historia tej pary, którą opisałaś. Dostać łyżwą w głowę to ciężki wypadek, a zdobyć po nim złoto olimpijskie to wielki wyczyn. Ale pokazuje, że można
Czytając Twój komentarz od razu przypomniał mi się Morris Goodman z “The Secret”, który miał chyba nawet jeszcze cięższy wypadek. Rozbił się swoim samolotem i w naprawdę ciężkim stanie trafił do szpitala – mógł tylko mrugać oczami. Postanowił jednak, że wyjdzie z niego o własnych siłach. Każdy mówił mu, że się nie uda, ale on wiedział, że się uda
http://www.themiracleman.org/w_movie.htm – to fragment filmu, który powstał o tym. 6:23 – Morris wchodzi do gabinetu lekarza, który się nim zajmował. Ten zdziwił się, gdy go zobaczył i powiedział, że nie wierzył, że Morris może dokonać tego, co zamierzał. Na to Morris, że on nie wierzył, że byłoby to niemożliwe
Pozdrawiam, Krzysiek
Watykan Sp. z. o. o jak myślicie dlaczego tej książki nie ma w polskich księgarniach
))dlaczego??? liczę na intelekty …pomijam wpisy kleryków – są interesowne w dobrze znanym interesie , tak tej mniejszości świadomych tej wiedzy
???na świecie sprzedała się w 60 mil egz. w 50 krajach ….Popyt i zainteresowanie w Polsce jest bardzo duże ale wydawnictwa które ją wydały już jej nie mają , nie chcą też powiedzieć dlaczego się wycofały z dalszego dodruku